Biotechnologia na talerzu
4 maja 2003 r. w ramach wystawy L’Art Biotech (Le Lie Unique, Nantes) odbyła się bardzo nietypowa uczta. Wspólnie z jej autorami: Ionat Zurr, Oronem Cattsem i Guyem Ben-Ary uczestniczyli w niej także Jens Hauser, kurator wystawy oraz Joe Davis zwany „szarą eminencją bio-artu” – kierunku w sztuce wykorzystującego jako medium materiał biologiczny oraz narzędzia inżynierii genetycznej i biotechnologii. Tradycyjnie nakryty stół, przy którym zasiedli, znajdował się w obrębie wydzielonej przezroczystymi ścianami przestrzeni, połączonej ze sterylnym namiotem laboratoryjnym. W tym naukowym laboratorium, przystosowanym do hodowli kultur tkankowych, przez półtora miesiąca dokonywał się proces stanowiący sedno projektu Disembodied Cuisine. Umieszczone w bioreaktorze i codziennie rytualnie karmione rozwijały się tam komórki pobrane z mięśnia szkieletowego żaby. Dzięki zaawansowanym metodom inżynierii tkankowej, na rusztowaniu z biopolimerów wyhodowano z nich ok. 5-centymetrowy stek, który stał się głównym daniem wieńczącej projekt uczty. Gdy go konsumowano, zwierzę będące dawcą komórek mogło nadal cieszyć się życiem, podobnie jak inne żaby pływające beztrosko w akwariach otaczających stół.
Celem tego artystyczno-kulinarnego wydarzenia była „konsumpcja bez ofiar” – idea, która przed realizacją Disembodied Cuisine musiała wydawać się wewnętrznie sprzeczna. I choć biotechnologia dostarczyła sposobu rozwiązania tego etycznego dylematu, z pewnością nie dla wszystkich jest on możliwy do zaakceptowania. Koronny argument wysuwany zazwyczaj przez przeciwników biotechnologii zarzuca jej bowiem bezprawne naruszanie granic pomiędzy światem naturalnym i sztucznym. Nie uwzględnia jednak faktu, że pojęcia te nie są jednoznaczne, a sama biotechnologia to oprócz biochemii i inżynierii genetycznej szerokie spektrum tradycyjnych procedur stosowanych przez ludzkość od wieków, takich jak fermentacja i konserwacja, selektywna hodowla zwierząt, czy hybrydyzowanie roślin. Niekonwencjonalną ucztę dla podniebienia postanowił przyrządzić sobie także inny bio-artysta, Adam Zaretsky. Korzystając z jednej z najbardziej popularnych technik do produkcji transgenicznych organizmów, w projekcie MicroSushi, Microinjection Food Science (2001) „spreparował” dwa wyrafinowane przysmaki: kawior wzbogacony smakiem sera i smakiem wasabi. Składnikami wyjściowymi były 4 nadające się do spożycia jajeczka ryby Tobiko, ser kremowy i wasabi. Zaretsky przygotował sterylne roztwory z sera i wasabi, a następnie przy użyciu zestawu narzędzi do mikroiniekcji (mikroskopu, mikropipetek, mikromanipulatorów i igieł) wstrzyknął je do jajeczek. Jednak zastosowanie instrumentów laboratoryjnych, które okazały się biologicznie skażone, spowodowało nieoczekiwaną zmianę kategorii – coś, co było pożywieniem, zostało przekształcone w nienadający się do zjedzenia materiał badawczy. Zaretsky odegrał w tej pracy kilka ról jednocześnie. Odwracając popularną metaforę kucharza-artysty stał się artystą-kucharzem, aby dowiedzieć się czegoś na temat trzeciej specjalizacji – metody działania naukowca, stosującego nowe technologie reprodukcyjne. Twierdzi bowiem, że wszystkie procesy twórcze, wymagające specjalistycznych umiejętności i wiedzy, są do siebie podobne, gdyż charakteryzuje je określona sekwencja działań. Zaczynając od receptury-protokółu, poprzez eklektyczne mieszanie składników i eksperyment obciążony ryzykiem, można uzyskać całkowicie nową jakość. I w każdym przypadku proces manipulacji ma bardzo silny wymiar emocjonalny.
Pokarm może być również metaforą natury traktowanej w sposób utylitarny, gdy relację pomiędzy nią a człowiekiem kształtują wymogi konsumpcji. Catherine Fitzgerald w instalacji The Last Frontier (2000), zrealizowanej przy użyciu bardziej tradycyjnych środków artystycznych, analizuje tę relację poprzez wprowadzenie dychotomii: doskonałe -niedoskonałe. Głównym motywem instalacji jest jabłko, najbardziej „problematyczny” owoc. Wyświetlany na ekranie monitora, jego idealny obraz z przesuwającą się po nim sekwencją DNA został, w swojej niezmienności i doskonałości, skonfrontowany ze zwykłymi jabłoniami rosnącymi tuż obok. Towarzyszy mu nieustający odgłos jedzenia… Czy rzeczywiście jest tak – jak nam się to sugeruje – że niedoskonałość leży po stronie natury, a doskonałość można przypisać jej zmodyfikowanej, „ulepszonej” przez człowieka wersji? Bezsprzecznie prawdziwe wydaje się to tylko z jednej pozycji. Z pozycji konsumenta, którego interesuje jak najwyższa jakość produktu i dla którego kod genetyczny równa się kodowi kreskowemu. Tytuł tej pracy jest w zasadzie pytaniem, gdzie będzie przebiegać ostatnia granica ingerencji człowieka w naturę i czy w ogóle taka istnieje, w obliczu ciągle zwiększających się możliwości, jakie stwarza rozwój nauki i technologii.
Czy rzeczywiście czeka nas taka przyszłość, jakiej wizję roztacza Alexis Rockman w obrazie The Farm (2000)? Ten ilustrowany wykład o potencjalnych konsekwencjach zastosowania inżynierii genetycznej przy produkcji pożywienia, przeładowany wyobrażeniami wynaturzonych zwierząt hodowlanych i roślin uprawnych, pokazuje zagrożenia wynikające z presji zwiększania wydajności produkcji. I chociaż jest zbyt jednostronny, porusza istotne zagadnienie: powiązanie nauki z przemysłem sprawia, że biotechnologia ulega rozmaitym ekonomicznym interesom i naciskom.
Sprzeciw i nieufność wobec praktyk koncernów biotechnologicznych manifestuje również Christy Rupp m.in. poprzez takie działania, jak projekt New Labels for Genetically Engineered Food (1999-2000). Stanowił on reakcję na brak informacji o zastosowaniu inżynierii genetycznej w procesie produkcji konkretnych artykułów spożywczych i polegał na przygotowaniu plastikowych opakowań na żywność z nalepkami „powiedzcie nam co jemy”.
Nigdy wcześniej pożywienie nie było sprawą aż tak problematyczną – artyści starają się nam przekazać, że beztroska konsumpcja należy już do przeszłości…
